U Ben Bridge Myanmar

Myanmar, Marzec 2020

Mingelaba🙌

czyli hello, cześć po birmańsku

Podróże rozwojowe do Myanmaru

 

Gdy samolot podchodził do lądowania to już z daleka widziałam dumnie sterczące wieżyczki pagód stup i świątyń buddyjskich w Birmie. Ziemia dookoła była sucha, gdzieniegdzie ponad kępkami traw rozglądała się jakaś wysoka palma.

Moja ekscytacja tym nieznanym lądem była ogromna.

Lotnisko w Mandalaj, bo tam wylądowaliśmy, było bardzo skromne w porównaniu chociażby z moskiewskim czy w Bangkoku, z których po drodze korzystaliśmy. Wiecie, dla mnie słowo Mandalaj to też takie magiczne słowo, (mówię też, bo drugim takim magicznym słowem jest dla mnie Marrakesz, o którym też usłyszałam w piosence Agnieszki Maciąg). Pierwszy raz tą nazwę tego miasta, wtedy tego nawet nie wiedziałam, że to miasto, usłyszałam w piosence Robbiego Williamsa Road to Mandalaj.

Nie wiedziałam czy to miasto, czy wioska wiele wiele lat temu i to Mandalaj, ta nazwa z tej piosenki tak we mnie pozostała.

No moja wdzięczność była nie do opisania kiedy już postawiłam stopę w tym moim sławetnym Mandalej. To uczucie, że tak bardzo dziękuję wszechświatowi za to moją decyzję, że się zdecydowałam tu przyjechać w okresie takim a nie innym jak sami wiecie ( 👑wirusek) przepełniało mnie całą. W środku to cała krzyczałam z radości yeeeee!!!!!

Po jakiejś chwili, gdy już trochę nacieszyłam się powietrzem Birmy, zaczęłam realizować nasz plan podróży w Myanmarze. Wzięliśmy busa taksówkę i po około 40 min byliśmy w naszym hoteliku. Niewielki prowadzony przez Birmańska rodzinę hotelik zatopiony w cudownej roślinności przy samej ruchliwej ulicy, ale gdy tylko weszliśmy na teren hotelu to jakby wejście do innego świata ciszy błogości śpiewu ptaków przepiękna przyroda uśmiechy Birmańskich lokalesów magia.

Gdy tylko trochę się ogarnęliśmy po przylocie, poszliśmy na ulicę birmańska w Mandalej tuż obok naszego hotelu. Gorąco pełno motorków skuterków rowerów samochodów mnichów, pań noszących na głowie jakieś tobołki no i nasz pierwszy posiłek u lokalesów, którzy ani słowa nie mówili po angielsku, ale jakoś, sama nie wiem jak, dogadaliśmy się, że chcemy same warzywa, bo jesteśmy wegetarianinami. Udało się, zjedliśmy pyszne jedzenie, za które za nasza czteroosobową rodzinę zapłaciliśmy chyba 10 zł, oczywiście warunki wiele dające do życzenia w porównaniu z naszymi europejskimi, ale ja będąc w Azji uwielbiam doświadczać lokaleskiego życia. Po drodze też jeszcze skubnęlismy co nie co na ulicy, gdzie panie przygotowały smażone w tłuszczu takie jakby warzywa w tempurze.

A późnym popołudniem pojechalismy na most U Bein, uważany za najdłuższy most z drewna tekowego dla pieszych na świecie, o długosci 1200m , który składa się z ponad 1000 filarow. Budowa tego mostu zakończyła się w ok 1850, kiedy to przenoszono stolice do Amarapura, miasta leżacego w pobliżu jeziora, nad którym jest most. Drewno do budowy tego mostu pozyskano z wcześniejszego pałacu królewskiego w Inwa, wcześniejszej stolicy Birmy.

Oto parę faktów na temat tego mostu, ale dzisiaj jest to prawdziwa gratka szczególnie z fotograficznego punktu widzenia, most wygląda naprawdę fantastycznie szczególnie oczywiście przy zachodzie słońca i o wschodzie słońca, bo to są w ogóle dwie magiczne pory dnia.

Żeby doświadczyć wschodu słońca razem z mostem U Bein to też inne doświadczenie. Żeby się tam dostać musieliśmy wyruszyć dosyć wcześnie rano koło 5.30 i przejechać 11 km po Mandalaj moim ulubionym środkiem transportu w Azji, czyli tuk tukiem, a przy tym obserwując poranne życie, które budziło się w mieście np. zbieranie jedzenia przez mnichów albo zbieranie pieniędzy dla mnichów.

Popoludniowe nasze Mandalaj to sztampowe zwiedzanie atrakcji turystycznych pokazujących kulturę i religie Birmy. Zupełnie inne budowle architektura, a przy tym spotykanie Birmańczyków przyjaznych uśmiechniętych i zadowolonych, takich serdecznych. No i oczywiście zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia, czego moje dzieciaki już, w którymś momencie nie mogły znieść, ale wiedzą, że z mamą i tatą tak jest na wyjazdach, że muszą poczekać, a my latamy jak szaleni, żeby porobić zdjęcia.

Nie będę więcej pisać pokażę wam parę zdjęć. Jest takie powiedzonko, że zdjęcie może zastąpić 1000 słów. Niech zastępują💫

 

 

 

No Comments

Post A Comment